W jaką stronę to wszystko idzie?

W jaką stronę to wszystko idzie?

W połowie ubiegłego tygodnia w Ratuszu Staromiejskim odbyło się spotkanie zorganizowane przez grupę „Elbląg okiem Młodych”, działającą przy Elbląskim Stowarzyszeniu Wspierania Inicjatyw Pozarządowych. Całość miała zostać przeprowadzona w formie debaty pomiędzy politykami a młodymi, a tematem przewodnim była chęć uzyskania odpowiedzi na pytanie, czy po studiach warto zostać w Elblągu?

Miała być debata – choć patrząc na ilość osób biorących w niej udział, to bliżej całości było do zwyczajnej wymiany myśli (żeby nie napisać mocniej) niż szerszemu pochyleniu się nad sprawą. Ale nie o tym tutaj.

Po spotkaniu zdało się słyszeć głosy, że tak niska frekwencja wśród młodych, to w dużej mierze zasługa pory o jakiej odbywało się spotkanie. Śmiem w to wątpić, dokładnie w tym samym czasie ulice dalej, odbywał się konkurs ortograficzny organizowany przez jedną z filii Biblioteki Elbląskiej. Brało w nim udział ponad 40 młodych ludzi. Każdy zgłosił się dobrowolnie, bez przymusu. Godnym zastanowienia jest fakt, czemu młodzi woleli „męczyć” się z ortografią niż przyjść na dyskusję, która dotyczyła ich samych i problemów, którymi borykają się w Elblągu. Można mi zarzucić, że osoby i ich opinie, które za chwilę przytoczę, nie są reprezentacyjne dla całego środowiska, lecz uważam, że ich argumentacja daje głębszy ogląd na całość sprawy i rzuca pewne światło na całą grupę.

Zatem jak wynika z opinii, które zebrałem od parunastu młodych osób, jednym z najważniejszych powodów niskiej frekwencji jest sposób spostrzegania polityków przez osoby młode – radny w końcu też polityk. Z polityką młodzi nie chcą mieć nic wspólnego, dla nich to nic dobrego, tylko miejsce i ludzie, gdzie dba się o własne interesy, a obywatele są potrzebni raz na cztery do pięciu lat – przy urnie. Później przychodzi zbiorowa amnezja i wciskanie wyborcom, że to co zostało powiedziane (obiecane) albo zostało źle zrozumiane, nie zostało powiedziane lub nie może zostać zrealizowane, a winnymi takiego stanu rzeczy są oczywiście poprzednicy… Parafrazując słynne już powiedzenie, które weszło na stałe do kanonu słownictwa młodzieżowego, całość określić można: „Ch…, dupa i kamieni kupa”.

O ile trudno nie zgodzić się z takimi opiniami, to już zarzuty jakie padają pod adresem organizacji pozarządowych, które zdaniem młodych są również „mechanizmami politycznymi”, jest już bardzo krzywdzące i wynika w dużej mierze z braku elementarnej wiedzy, czym pozarządówka jest. Choć, chcąc być zgodnym z własnym sumieniem, trzeba stwierdzić, że nie wszystko złoto co się świeci. Jeden z zarzutów jaki usłyszałem brzmiał: „spotkanie odbywało się w ramach projektu europejskiego, zatem chodziło o odhaczenie kolejnej pozycji projektowej a nie o rzeczywistą chęć zmian i pochylenia się nad problemem”. Komentarz? Nie wiem co powiedzieć…

Stąd też jawnie pojawiają się sygnały, że młodych polityka nie interesuje, i coraz częściej wyznają zasadę, że „możesz liczyć, licz na siebie”.

Z drugiej strony młodzi dziś – jak nigdy dotąd, nie lubią jak się próbuje ich na siłę uszczęśliwić. Jednocześnie, żyją jakby na przekór. Przykład? Duża grupa lubi określony gatunek muzyki – fajnie, zorganizujmy im koncert w tych klimatach. Co się dzieje? Przychodzi garstka, a na forach zaczyna się „rzeźnia”. Zrobisz coś innego – też źle. Gdzie tu logika? Gdzie tu możliwość znalezienia rozwiązania? Moim zdaniem odpowiedzią na wszystko co się dzieje, jest cyfryzacja i postęp cywilizacyjny. To one sprawiają, że młodzi dziś żyją i funkcjonują tak jak wszyscy widzimy. Czy należy z tym walczyć? Moim zdaniem nie – wręcz przeciwnie. Trzeba te narzędzia wykorzystać i poprzez nie zachęcać młodych do dyskusji, rozrywki, miasta oraz gdy postępują źle tymi samymi narzędziami, pokazywać lepsze rozwiązanie. Teraz odpowiedzmy sobie na pytanie, jakimi metodami próbujemy rozmawiać z młodymi? Czy debata face to face – istny relikt zamierzchłych czasów, jest czymś atrakcyjnym? Trzeba przecież przyjść, posiedzieć, powiedzieć coś, narazić się…itp.itd. Po co? Jak można korzystając z dostępnych narzędzi cywilizacyjnych wyrazić swoje zdanie nie ruszając się z domu?

Starając się znaleźć przyczyny emigracji młodych z miasta, zwróćmy również uwagę, że żyjemy wolnym kraju, gdzie granice między krajami mamy szeroko otwarte, a przemieszczanie między miastami nigdy dotąd nie było tak szybkie i tak proste. Zatem choćbyśmy stanęli na rzęsach, to i tak, jak ktoś będzie chciał wyjechać, to wyjedzie. Przypomnijmy sobie sami, czy będąc w młodym wieku nie chcieliśmy wyjechać z miasta – nawet za cenę zostawienia tutaj znajomych, między innymi po to, by być z dalej od rodziców i poznać trochę smaku wolności. Dziś dzieje się podobnie. Młodzi wyjeżdżają, poznają nowych ludzi, nowe miejsca. Nie oszukujmy się długoletnie zaniedbania doprowadziły do tego, że, te nowe, poznawane miejsca, są atrakcyjniejsze dla młodych niż miejsce, gdzie się wychowali. Na koniec zastanówmy się sami, co Elbląg może dać młodym? Postępujący niż demograficzny jest bezlitosny i za kilka lat nawet uczelni państwowej możemy nie mieć. Trzeba się wsłuchać w młode pokolenie i starać się mu sprostać. Nie jest to łatwe, i nikt nie mówił, że są na to gotowe rozwiązania. Pamiętać należy, że młodzi to przyszłość, a gdy jej zabraknie to i miasta z czasem nie będzie.

Przekaż znajomym