koziolek-matolek

Choć mają po 20 i więcej lat, w głębi duszy na zawsze pozostaną kilkuletnimi dziećmi. I tak, jak dzieci są spragnieni wrażeń i wzruszeń. Oraz miłości, którą natychmiast i bezwarunkowo obdarzają każdego, kto znajdzie klucz do ich serc. Nawet, jeśli jest to tylko …postać z bajki.

Grupa elbląskiej młodzieży niepełnosprawnej obejrzała „Koziołka Matołka” – najnowszą propozycję Teatru im. Aleksandra Sewruka.

Mała Scena elbląskiego teatru. Za chwilę rozpocząć się ma III próba generalna „Koziołka Matołka”. Na kolorowej widowni, pośród roześmianych maluchów, siedzi w pełnym radosnego oczekiwania napięciu grupa odświętnie ubranych młodych ludzi. Ktoś z nich nie potrafi mówić, inny z trudem się porusza, ktoś inny – nie widzi. Dla nich wszystkich ten wieczór to prawdziwe święto. Zostali tu zaproszeni osobiście przez samego Dyrektora Teatru.

Jeszcze tylko chwila, bo trzeba usadowić resztę widzów, których okazuje się być więcej, niż miejsc na widowni, i na scenie… zaczyna się dziać!

A dzieje się coraz piękniej, coraz barwniej i coraz radośniej.

I nagle, nie wiadomo jak i kiedy mija półtorej godziny…

– Po spektaklu jedna z mam zdrowego dziecka zapytała mnie, czy moja córka w ogóle zrozumiała coś z tego, co dzieje się na scenie. – mówi pani Janka, mama 20-letniej niepełnosprawnej dziewczynki. – Oczywiście, że tak! – odpowiedziałam jej. – Moja córka nie potrafi mówić, może też nigdy nie nauczy się tabliczki mnożenia, ale obserwowałam ją podczas przedstawienia i widziałam w jej oczach wielkie poruszenie i radość. A po powrocie do domu jeszcze długo
o tym „rozmawiałyśmy”, próbowałyśmy też śpiewać piosenki
z „Koziołka Matołka”.

Jadwiga Król, która do teatru przyszła z niepełnosprawnym, niewidzącym wnukiem Dastinem, podsumowuje:

– Ci młodzi ludzie bardzo rzadko bywają w teatrze. Ich rozmaite formy niepełnosprawności już same w sobie bywają barierą. Do tego dochodzą niekontrolowane reakcje czy charakterystyczne dla nich zachowania. Tymczasem spektakle teatralne czy koncerty muzyczne są dla nich jedną z najwspanialszych form terapii. Stąd nasze ogromne podziękowania dla dyrektora Mirosława, Siedlera, którzy z takim zrozumieniem otworzył przed nami drzwi do świata teatru.

Po przedstawieniu, gdy większość gości opuściła już Małą Scenę, tylko ci wyjątkowi widzowie dostąpili przywileju uwiecznienia się na zdjęciu ze wszystkimi biorącymi udział w spektaklu aktorami. Była też symboliczna, czerwona róża dla dyrektora Mirosława Siedler – w podziękowaniu za okazane serce.

I najszczersze wyznanie: że chciałoby się takie chwile przeżywać znacznie częściej.

Anna Kowalska

Przekaż znajomym